Bez końca patrzyliśmy w te błękitne oczy…

Pewnikiem jesieni jest, że u jej schyłku liście spadną z drzew. Krajobraz się odsłoni i będzie można dostrzec wszystko, co skryte było dotychczas w wielości barw. Przydrożne domy, kapliczki, polany. Przestrzeń formuje się na nowo.

Wiosna zaś kolejny raz, niezależnie od tego – czy przyjdzie w marcu, czy w kwietniu – zasłoni na nowo zimowe prześwity.

Od jakiegoś czasu (raczej nie pamiętam żeby było tak, kiedy byliśmy z Dominiką mali), zima straciła swój kolor. Bieli jest jakby mniej. Miasto, nawet kiedy zima się już pojawi, szybko czyni ją brudną. Śnieg spada na chwilę i zaraz znika. W Bieszczadach, choć łatwiej o niego tam niż na Mazowszu, też nie jest zasadą, że się pojawi i zostanie na dłużej.

Dokładnie pięć lat temu śniegu nie było ani w Warszawie, ani w Komańczy. Stolicę wypełniało, tak jak dziś słońce. Pamiętam to doskonale, bowiem tego dnia rozpoczęła się nasza wspólna, radosna wędrówka z Krysią.

W ten słoneczny dzień Lidzia została starszą siostrą. A my, do narodzin Teofila, staliśmy się rodziną 2+2. Znów wszystko było inne.

Pierwszy raz patrzyliśmy z Dominiką w tak błękitne oczy. Nasz świat nie stanął na głowie, ale przestrzeń wypełniła się wszystkim tym, co ze sobą wniosła Krysia. Ponownie rozpoczęliśmy poszukiwania swojego miejsca w domu, w rodzinie. Poszukiwania, które znalazły wyraz w naszej wspólnej podróży. W samochodzie pojawił się drugi fotelik.

Pierwszy raz wybrałem się z Krysią pociągiem do Poznania, gdy miała 3 lata. W okolicach Sochaczewa zaczęła płakać za mamą. Nie była jeszcze gotowa – choć wróciła do domu z uśmiechem. Kolejna wspólna podróż to już Bieszczadzka Kolejka Leśna. Znów z obawami, ale bez łez.

W tym roku, spędziliśmy pierwszą noc w śpiworze. Przeprawiliśmy się przez komanieckie łąki, wypiliśmy herbatę gotowaną na butli gazowej, nocą oglądaliśmy gwiazdy. Od wakacji zbieramy pieczątki w zeszycie, w którym Dominika spisuje jej wspomnienia. Krysia ma też swój plecak.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Rano powiesiła mapę Polski na ścianie. Poprosiła żebyśmy zaczęli zaznaczać miejsca, które odwiedziła. Drogi, którymi chodzi bywają wyboiste. Czasem trudne dla niej, bywa, że i dla nas. Zawsze są jednak naznaczone radością, dużą dozą wolności i odwagi. Jej niezależność wyznacza sposób myślenia, poszukiwanie ryzyka.

Krysia chyba najbardziej spośród naszych dzieci lubi dom. Woli, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Nie lubi iść ostatnia. Do przedszkola zaniosła kiedyś zdjęcie Ryśka z Cisnej, naszego przyjaciela. Planuje zostać jego żoną. Rysiek ma długą siwą brodę i duży brzuch. Krysia mówi, że nie jest istotne, czy ktoś jest gruby, ważne żeby był dobry.

Znajomym pozwala mówić do siebie Krysia, przedstawia się zawsze jako Krystyna. Mi pozwala czasem zawołać Kerstin, jak do małej siostrzyczki Ollego z Zagrody Południowej w Bullerbyn.

Kerstin z Bullerbyn umiała mówić tylko „Hej, hej”. Krysia mówi wiele.

W Komańczy biało. W ostatnim tygodniu dużo padało. Jest minus dwadzieścia. Śnieg pokrył podwórka dachy, ulice. Dziś rano powiedziała do mnie: Tato, wiesz że w Bieszczadach jest teraz śnieg. Dużo śniegu. Chciałabym tam pojechać…

Im dalej w las…

Filip

PS. Jej oczy nadal są tak samo błękitne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s