Nieznajomy z barką…

Czasem wybieramy się po prostu posiedzieć nad Bugiem. Kiedy byłem w szkole i na lekcjach geografii poznawałem polskie rzeki marzyłem, żeby zobaczyć właśnie Bug. Nie wiem dlaczego akurat ta rzeka tak mnie ciekawiła. Może była to kwestia jej licznych zakoli, może odległości, która wówczas wydawała mi się nie do pokonania. Może fakt, że Warta, przy której leży moje rodzinne miasto sprawiała wrażenie nudnej, leniwej, przewidywalnej.

Jako młody chłopak poznałem Obrę i Drawę.

Obra dała mi pierwsze kajakarskie szlify. Wspominam mgliste poranki, zmienny charakter nurtu, wieczorny chłód, bliskie spotkania z wodnym ptactwem. Przestrzeń przedzieloną na dwie odrębne krainy – lewego i prawego brzegu.

Drawskie wspomnienia związane są również ze spływami – szczególnie jej najtrudniejsza część prowadzącą przez Drawieński Park Narodowy, którą po dziś dzień wspominam, jako najpiękniejsze miejsce do uprawiania turystyki kajakowej w zachodniej części Polski. Ufam, że kiedyś wrócę na Drawę z chłopakami – Teofilem i Chimciem.

W Komańczy często chodzimy nad Osławicę. Ma ona zupełnie inny charakter niż rzeki nizin. Latem podatna na suszę, w okresach deszczowych – groźna i narowista. Oddziela Bieszczady od Beskidu Niskiego.

Nasze dzieciaki kontakt z wodą zaczynały właśnie od rzek. Moczenie nóg, które u Krysi od najmłodszych lat zazwyczaj kończyło się kąpielą. Puszczanie statków zrobionych z kory. Przesiadywania na mostkach ze spuszczonymi nogami, rzucanie kamieni (do dziś najmocniej wciąga Teofila), budowanie tam.

Widok zza okna naszego pierwszego mieszkania również był na rzekę.

Stojąc nad brzegiem zawsze staram się stawiać krok za dziećmi. Mieć ich na wyciągniecie ręki, ale jednak pozwalać im na bezpośredni kontakt. Rzeki porządkują myśli, czasem skłaniają do zadawania pytań, ofiarowują doświadczenie dźwięku, nurtu, tafli.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kiedyś mam wrażenie częściej chodziło się nad wodę. Przez mosty przejeżdżamy nie zwracając na rzekę większej uwagi. Promy to raczej relikt przepraw z dawnych lat. Niewielu ma czas na to, aby po prostu stanąć nad brzegiem. Pomijając gwarne bulwary zastawione kawiarnianymi parasolami, pełne plastikowych kubeczków po piwie, głośnych palców zabaw, szaleńców prezentujących swoje mistrzowskie umiejętności w jeździe na rolkach, czasem muzyki. Wszystko to tylko odwraca uwagę od istoty rzeki.

Lubimy spacery wzdłuż brzegu, poszukiwanie miejsca na piknik. Miejsca, którego być może nie odkrył nikt przed nami. Powalone konary, na których można odpocząć. Spojrzenie na przestrzeń zgodnie z nurtem, a kolejno z jego przeciwieństwem. Przemoczone buty, mokre nogawki, palce u stóp, które trzeba oczyścić z piachu.

Być może takie spacery nie mają sensu. Nie dostarczają wielkich atrakcji. Może rozbudzają lenistwo, a może dają zrozumienie kategorii źródła i ujścia.

Lidka, mówi że wodę, która mija nas nad rzeką będziemy mogli spotkać tylko w morzu.

Poznałem dziś człowieka, który pod Ostródą buduje barkę. W planach ma spłynąć Bugiem. Twierdzi, że to pozwoli mu żyć przez kilka miesięcy w zawieszeniu między prawym, a lewym brzegiem.

Filip

PS. Opowiedziałem o tym Dominice, spodobała jej się ta historia…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s