Blog

Kierunek Toruń…

Pomysł pojawił się szybko i dość niespodziewanie. W Warszawie zaczęły się ferie, a my po świątecznych przygodach z Joachimem, musieliśmy dać mu trochę odpocząć.

Rok temu rodzinnie inaugurowaliśmy ferie w Łodzi, zwiedzając Muzeum animacji SE-MA-FOR. Tym razem chcieliśmy wybrać się do Krakowa. Mieliśmy zrealizować wielkie marzenie Teofila i pojechać pociągiem. Niestety biletów już nie było. Poza tym podróżowanie Pendolino z 3 dzieci, nawet z uwzględnieniem Karty Dużej Rodziny, to atrakcja dla zamożnych. Biletów nie było też do Gdańska, ani do Wrocławia… Około godziny 15 padł pomysł, aby odwiedzić studenckie miasto mamy – Toruń.

O 16 do mojej ekipy dołączył zaprzyjaźniony ojciec z dwójką dzieci… Zapadła decyzja, żeby wybrać się autem. Skład naszej ekipy to dwóch ojców i pięcioro dzieci (2×7 lat, 2×5 lat i 1×3 lata). Dość szybko udało się zaplanować wszystkie atrakcje naszej dwudniowej eskapady.

W sobotę o 8.30 siedzieliśmy już w 7 w samochodzie i zgodnie z planem opuszczaliśmy Warszawę. Do celu dotarliśmy około południa. Po drodze kilkukrotnie odpowiadaliśmy na pytania: Tato, daleko jeszcze, Tato, ile jeszcze zostało, Tato, kiedy będziemy? W ocenie ojców podróż minęła szybko, umilona wspólnym kolędowaniem oraz youtubowym koncertem życzeń (nie obyło się również bez wątku bieszczadzkiego – dwukrotnie zabrzmiały bowiem „Bieszczadzkie anioły”).

Sobotni plan uwzględniał wizytę w Żywym Muzeum Piernika (https://muzeumpiernika.pl – bilety można bez problemu kupić przez stronę internetową), na Mistrzostwach Polski w Łyżwiarstwie Synchronicznym na Tor-Torze (informacje o imprezie zdobyliśmy od przyjaciół mieszkających w T.) oraz wieczorny spacer po Starym i Nowym Mieście. Wypełniwszy wszystkie punkty programu udaliśmy się do naszej bazy noclegowej, którą z pełną odpowiedzialnością gotowi jesteśmy polecać. Nocleg rezerwowałem jeszcze w piątek wybierając z bogatej oferty booking.com apartament „Pod Witrażem” przy ulicy Kopernika 5. W ocenie użytkowników tego portalu miejsce to zyskało miano wyjątkowego i z całą pewnością można je tak określić.

Spośród sobotnich atrakcji największym zainteresowaniem cieszyło się poznanie tradycji wypieku toruńskiego piernika. Zgodnie z opisem na stronie internetowej muzeum: przekroczenie bram muzeum gwarantuje dwie podróże w czasie. „Pierwsze piętro w magiczny sposób przenosi gości do średniowiecza, gdzie – pod okiem Mistrza Piernikarskiego i uczonej Wiedźmy Korzennej – poznają oni wszelkie rytuały związane z wypiekiem piernika. Własnoręcznie przygotują ciasto, by później, przy użyciu drewnianych form, wypiec z niego toruńskie specjały. Drugie piętro Muzeum przedstawia manufakturę z przełomu XIX/XX wieku, którą zarządza rodzeństwo Rabiańskich. Goście zobaczą tam m.in. oryginalne niemieckie maszyny służące do wypieku piernika, zabytkowy piec, kolekcję woskowych form, a każdy chętny będzie mógł ozdobić piernik lukrem, biorąc udział w warsztatach dekorowania prowadzonych przez artystkę malarkę.”

Około godziny 20 zwołana została strategiczna narada całej ekipy, która jednogłośnie podjęła decyzję o rozpoczęciu przygotowań do spania… Krótki targ propozycji, czyli kto z kim śpi w jednym łóżku, udało się zakończyć przyzwoleniem na położenie wszystkich na jednej dużej kanapie, pod jedną dużą kołdrą… Zasypianie umiliła bajka muzyczna o „Alicji w Krainie Czarów”, która miała być także atrakcją niedzieli. Jednak nawet najwytrwalszym nocnym Markom nie udało się wysłuchać więcej niż 7 minut. Dlatego około godziny 20.30 rozpoczęły się nocne rozmowy ojców wielodzietnych…

Niedzielę rozpoczęliśmy od myszy świętej w towarzystwie alumnów seminarium oraz zwiedzania toruńskiej katedry. Musieliśmy chyba mocno rzucać się w oczy, bowiem gospodarz tego miejsca pozdrowił naszą radosną siódemkę podczas ogłoszeń parafialnych!

Następnie ciepła herbata na Kopernika 5, pakowanie, poranna odprawa całej ekipy, załadunek auta i wyruszyliśmy w kierunku teatru Baj Pomorski. Bilety na spektaklu udało się zarezerwować telefonicznie jeszcze w Warszawie. Spektakl był dla naszych dzieci dość trudny, aby wśród chaosu wydarzeń zbudować pełne zrozumienie powieści Carrolla. Tym niemniej, wciągnął wszystkich klimat magii kostiumów, scenografii oraz tajemniczości przestrzeni.

Do Warszawy wróciliśmy około 18. Całe 4/7 naszej ekipy przespało drogę… Tu również czekały na nas niespodzianki w postaci stęsknionych mamy, młodszych braci i pizzy, przy której już w pełnym – rodzinnym składzie podsumowaliśmy naszą wyprawę.

Choć realne podsumowanie spotkało mnie, kiedy prawie wszyscy zasnęli i przyszła do mnie Lidzia: Za wyprawę, za wszystko dziękuję Tato…

Weekend z dziećmi w Toruniu? Ojcowie – warto!
Filip
Im dajek w las… Wyprawy z Tatą!

P.S. Spędziliśmy razem 2 dni, z czego prawie 6,5 h w samochodzie. Przejechaliśmy 501,2 km. Udało nam się na chwilę zagubić jedno dziecko, zasikać jedną parę majtek, zwalczyć chorobę lokomocyjną poza samochodem. Same sukcesy!

Żona Filipa o „Im dalej w las”

Zawsze Go nosiło. Po prostu brał plecak i jechał. Zawsze wracał. Pachniał lasem, wodą, wiatrem… Był jakby spokojniejszy, oczy mniej rozbiegane, choć ten sam błysk i światło. Na początku nic nie mówił. Milczeliśmy. Potem zaczynał pytać, słuchał, choć nie mam pewności czy słyszał – głową był nadal TAM. Zaczynał opowiadać i trwało to w nieskończoność, można było zanurzyć się w tym, jak w dobrej książce drogi. To była Jego podróż, Jego świat.

IMG_1087

Później zaczął mnie ze sobą zabierać, na krótko. Małe wypady, wędrówki, żagle, rower… Z czasem wydłużyło się to na całe życie. I tak w pewnym momencie zaczęliśmy iść razem, choć Jego męskie wyprawy pozostały:) Dzieci nigdy nie były przeszkodą, zawsze chcieliśmy być razem. Teraz nadszedł ich wspólny czas. Serce się wyrywa, nogi silniejsze, przestrzeń wzywa. Są na to gotowi, szczególnie Ci najstarsi!

Lidka, Krysia, Teoś i Chimek są szczęściarzami, bo mają TAKIEGO TATĘ!
Dominika

Im dalej w las…

This is the excerpt for your very first post.

Cześć,

Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zapewne chcesz dowiedzieć się, czym jest inicjatywa: „Im dalej w las – wyprawy z Tatą” oraz kim jest jej pomysłodawca Filip.

Otóż Filip jest Tatą. Tatą czwórki dzieci – Lidzi, Krysi, Teofila oraz Joachima. Tatą któremu dużą trudność sprawia weekendowe siedzenie w czterech ścianach. Tatą który nigdy nie wybierał wakacji dla swojej rodziny z katalogu biura podróży. Wakacje, które pamięta z dzieciństwa raczej związane były z wyprawami po Polsce, plecakiem pełnym marzeń oraz drogą, w której tak wiele było zawarte.

Wyprawy te duże i te małe zawsze sprawiały Filipowi przyjemność. Przyjemność dawały wędrówki po lasach, tysiące przejechanych rowerem kilometrów, noce spędzone pod gołym niebem, sierpniowe pielgrzymowanie, zimowe eskapady po górskich schroniskach, turystyka narciarska, żagle pełne wiatru, podróżowanie stopem, kąpiele w rzekach i jeziorach, nocowanie pod namiotem, palenie ognisk, a nawet sama myśl o pakowaniu plecaka… Przyjemność dawało również organizowanie obozów letnich i zimowych dla dzieci i młodzieży. Najtrwalsze przyjaźnie Filipa, to te zdobyte podczas wspólnego podróżowania. Jedna z tych Przyjaźni jest fundamentem małżeństwa Filipa.

Wszystko to Filip chciałby ofiarować swoim dzieciom. Budząc w nich inspiracje oraz odwagę, umiejętność radzenia sobie w różnych warunkach. Filip chciałby pokazywać, iż wielodzietność nie jest ograniczeniem w podróżowaniu, a ograniczone środki są raczej wyzwaniem aniżeli przeszkodą. Wielkim marzeniem Filipa jest to, by podczas „wypraw z Tatą” budować piękne relacje ze swoimi dziećmi, odkrywać prawdziwą i mądrą przyjaźń, która pozostanie na zawsze…

Razem wyruszmy w drogę! Zapraszam do śledzenia projektu.

Filip